Widzew Łódź
msgbartop
Informacje, newsy, ciekawostki
msgbarbottom

30 marca 2010 Waleczny rywal odebrał punkty

Lider nie odniósł wiosną czwartego zwycięstwa. Widzew po meczu pełnym ambicji i walki zremisował z jednym z ligowych outsiderów – Motorem, co trzeba uznać za niespodziankę.

Tym większą, że od 57 minuty łodzianie walczyli z przewagą jednego zawodnika. Z zespołem z Lublina łodzianie stracili w tym sezonie aż cztery punkty. Kolejka pełna zaskakujących wyników sprawiła jednak, że Widzew powiększył przewagę do 11 punktów.

Sporo minut upłynęło zanim akcje gospodarzy nabrały rytmu i zaczęli oni zagrażać bramce rywali. Do tej pory z chaotycznej walki w środku pola nic dobrego dla widowiska nie wynikało. W 17 minucie mocnym strzałem popisał się Ostrowski, ale w ostatniej chwili piłkę wybił obrońca rywali.

Dwie minuty później po główce Robaka okazję do pokazania swych umiejętności miał bramkarz Dłoniak, który przeniósł piłkę nad poprzeczkę. W 25 min padł gol dla Widzewa, ale Robak strzelał będąc na pozycji spalonej. Za to, że zrobił to po gwizdku sędziego ujrzał żółtą kartkę. Później łódzki napastnik minimalnie chybił z rzutu wolnego, rywale zablokowali uderzenie Bieniuka. Nam najbardziej przypadła do gustu indywidualna akcja Panki w 37 min. Po jego uderzeniu przewrotką piłka o metr minęła słupek. Gdyby wpadła do siatki bylibyśmy świadkami jednego z najładniejszych goli rozgrywek. Co w tym czasie robili przeciwnicy? Przeszkadzali, jak mogli. Walczyli ambitnie do utraty tchu, często faulując i symulując urazy. Tej taktyki nie zmienili do końca spotkania.
Początek drugiej połowy zapowiadał, że gol wreszcie padnie. Nikt (poza grupką fanów gości) nie przypuszczał, że dla Motoru. Zaczęło się bowiem od uderzenia Grzeszczyka, obronionego przez Dłoniaka. W 52 minucie wreszcie na odwagę zdobyli się goście.

Król zagrał piłkę na lewą stronę do szarżującego Popławskiego. Ten spróbował w rogu pola karnego minąć Brozia. Łodzianin interweniował wślizgiem. Arbiter uznał, że popełnił przewinienie i bez chwili wahania wskazał na jedenastkę.

Maciejewski posłał piłkę w przeciwległr róg do tego, w który rzucił się Mielcarz i goście niespodziewanie objęli prowadzenie. Zdesperowani gospodarze rzucili się do ataku i w ciągu dwóch minut mieli dwie szanse.

Najpierw strzelał Lisowski, bramkarz Motoru nie złapał piłki, odbiła się ona od pleców Robaka i znalazła za Dłoniakiem. Golkiper wykazał się refleksem i złapał ją tuż przed linią bramkową. Potem Sernas idealnie obsłużył Grzeszczyka.

Wydawało się, że bramka musi paść. Pomocnik łodzian strzelił jednak tak, że bramkarz gości mógł popisać się efektowną skuteczną robinsonadą. Co się odwlecze, to nie uciecze… W 58 min szarżującego Dudu sfaulował na prawej stronie boiska Kalinowski. Ujrzał, jak najbardziej zasłużenie, drugą żółtą, w efekcie czerwoną kartkę i przez 32 minuty goście musieli grać w dziesiątkę.

Sam poszkodowany wymierzył Motorowi karę. Uderzył piłkę z 30 metrów tak zaskakująco, że ta minęła wszystkich piłkarzy i dłonie… Dłoniaka i wpadła w róg bramki. Wydawało się, że ten podwójny cios wpłynie deprymująco na lublinian i dalsze bramki dla Widzewa będą kwestią czasu. Tymczasem ta sytuacja tylko wzmocniła morale zespołu gości, którzy walczyli z jeszcze większą determinacją, skupiając się na obronie własnego przedpola. Łodzianie nie mieli pomysłu, jak pokonać ten las nóg.

Dlatego, mimo liczebnej przewagi i dominacji w grze, nie byli w stanie wypracować zbyt wielu dobrych bramkowych okazji. Najlepszą tuż po wejściu na boisko miał Miloseski. Podciął piłkę technicznie nad bramkarzem, ale ta niestety odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. W ostatnich minutach pojedynku po bombie Miloseskiego piłka minęła słupek, podobnie jak po rzucie wolnym wykonywanym przez Dudu.

W efekcie goście wywalczyli niespodziewany remis, z którego cieszyli się jeszcze przez wiele minut. Łodzianie razili tym razem nieskutecznością i brakiem pomysłu na rozmontowanie betonowej obrony przeciwnika.