Piłkarze Widzewa mieli uczcić inaugurację obchodów z okazji setnych urodziny klubu zwycięstwem nad Podbeskidziem. Wydawało się, że wszystkie atuty są po ich stronie. Grali na swoim stadionie, przy dopingu łódzkich kibiców, dodatkowo mieli więcej czasu na odpoczynek, bo rywale grali w środę, a oni nie musieli. Okazało się jednak, że Podbeskidzie tanio skóry sprzedać nie zamierzało. Mecz zakończył się podziałem punktów, co niestety powoduje uczucie niedosytu.
Mecz zaczął się od dwóch strat Widzewa. Najpierw była strata kluczowego zawodnika, bo kontuzji doznał Mindaugas Panka i musiał go zastąpić Łukasz Grzeszczyk. Jak by tego było mało, dwie minuty później Widzew stracił bramkę. Podanie z głębi pola dostał Ncube Ndabenculu, minął Wojciecha Szymanka, ale zatrzymał się na Macieju Mielcarzu. Do odbitej przez bramkarza łodzian piłki dopadł jednak Sylwester Patejuk i posłał ją do siatki. Gospodarze musieli zatem od samego początku odrabiać straty. W 22. minucie dopięli swego, choć przy lekkiej pomocy rywali. Wbiegający dynamicznie w pole karne Darvydas Sernas został sfaulowany przez Łukasza Ganowicza. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki strzeżonej przez Richarda Zajaca. Sprawiedliwość wymierzył oczywiście Marcin Robak. W 26. minucie mogło być nawet 2:1. Potężnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Dudu. Słowacki bramkarz Podbeskidzia z najwyższym trudem obronił. Rywale jednak wcale nie ograniczali się do bronienia rezultatu remisowego. W 34. minucie również oni mieli okazję bramkową. Mielcarz popełnił błąd przy rzucie rożnym, nie złapał piłki, która trafiła do Ndabenculu. Jego strzał głową był jednak niecelny. Po chwili mocno, lecz minimalnie niecelnie uderzał z dystansu Dariusz Kołodziej. Jeszcze tuż przed przerwą łodzianie wyszli w końcu na prowadzenie. Po kontrze prawym skrzydłem, Krzysztof Ostrowski precyzyjnie dośrodkował do Robaka, który z trzech metrów bez większych problemów wpakował piłkę głową do siatki.
Przy korzystnym rezultacie do przerwy, wydawało się, że w drugiej odsłonie widzewiakom nic złego już się stać nie może. Tym bardziej, że zaraz po wznowieniu gry mieli dwie niezłe sytuacje bramkowego. Najpierw w 49. minucie potężnym uderzeniem z woleja popisał się Darvydas Sernas. Niestety, futbolówka minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Zajaca. Natomiast dwie minuty później, po akcji Robaka, strzelał z 16 metrów Grzeszczyk, ale tym razem pewnie obronił bramkarz Podbeskidzia. Tymczasem w 54. minucie piłka wreszcie wylądowała w bramce, ale niespodziewanie w widzewskiej. Zaczęło się od faulu Szymanka na Ndabenculu kilkanaście metrów od bramki, za który sędzia podyktował rzut wolny. Wydawało się, że dystans od bramki jest na tyle duży, że nic złego nie powinno się stać. Tymczasem Dariusz Kołodziej huknął jak z armaty i Maciejowi Mielcarzowi nie pozostało nic innego, jak tylko wyjąć piłkę z siatki. Do końca meczu widzewiacy starali się doprowadzić do strzelenia zwycięskiej bramki. Niestety, bezskutecznie. Większość ich ataków była rozbijana jeszcze przed polem karnym. Z groźniejszych sytuacji można odnotować strzał Grzelczaka w 76. minucie, niestety obroniony przez Zajaca.
Bramki:
0:1 Patejuk (12)
1:1 Robak (23) – karny
2:1 Robak (38)
2:2 Kołodziej (54)
Składy:
Widzew: Mielcarz, Broź, Ukah, Szymanek, Dudu, Ostrowski (70, Ben Radhia), Panka (10, Grzeszczyk), Kuklis, Grzelczak (81, Lisowski), Sernas, Robak.
Podbeskidzie: Zajac, Gapowicz, Matawu, Broniewicz, Dancik, Malinowski (72, Kanik), Matusiak, Kołodziej, Patejuk (80, Górkiewicz), Osińki, Ndabenculu (84, Bagnicki).
Żółte kartki:
bez kartek
Sędzia:
Jacek Zygmunt (Jarosław)
Widzów:
7900 (100 gości)