Spory wkład w awans Widzewa do ekstraklasy miał Krzysztof Ostrowski. 28-letni skrzydłowy w klubie z al. Piłsudskiego pojawił się ostatniego dnia letniego okienka transferowego i od razu wywalczył miejsce w pierwszym składzie.
Ale dopiero teraz wychowanek Pandy Wrocław pokazuje wszystkie swoje walory, a jego piękny gol zdobyty w Nowym Sączu był okrasą efektownego zwycięstwa. – Czy był najładniejszy w mojej karierze? – zastanawia się pomocnik. – Może konkurować z tym strzelonym Wiśle Kraków, kiedy występowałem w Śląsku.
Dla pana nie jest to pierwszy awans…
- Już czwarty raz cieszę się z takiego sukcesu. Dwa razy awansowałem ze Śląskiem Wrocław (do I ligi i ekstraklasy – przyp. red.) i raz z Zagłębiem Lubin (do ekstraklasy -przyp. red.).
Ten sukces smakuje inaczej?
- Trochę tak, bo jest mniej spontaniczny. Byliśmy pewni go już wcześniej i czekaliśmy na postawienie kropki nad i.
Po wahaniach formy wygląda na to, że wreszcie udało się ją ustabilizować na wysokim poziomie. To jest to, co potrafi Krzysztof Ostrowski?
- Ja nigdy nie jestem do końca zadowolony. Zawsze znajdzie się coś, co bym chciał poprawić.
A drużyna będzie miała motywację do kolejnych zwycięstw? Nie myślicie już bardziej o nowym sezonie?
- Trudno będzie uciec od tych myśli. Trzeba się mocno skoncentrować na te ostatnie spotkania. Ale przecież gramy też dla kibiców i o lepsze pieniądze. Nie mamy więc powodów, by odpuścić. Dodatkowo obiecaliśmy sobie, że wygramy wszystkie mecze do końca.
Tagi: Krzysztof Ostrowski