Od sobotniego meczu przy al. Piłsudskiego z MKS Kluczbork (godz. 15) kibice i piłkarze Widzewa rozpoczną świętowanie awansu do ekstraklasy. Zawodnicy podkreślają jednak, że nie oznacza to żadnej taryfy ulgowej dla rywali.
Od niedzieli, po efektownym zwycięstwie nad Sandecją, cała piłkarska Polska wie, że w szeregi ekstraklasy wraca drużyna Widzewa. Do łódzkiego klubu nadal płyną gratulacje, ale piłkarze dopiero w sobotę będą mieli okazję podzielić się radością ze swoimi kibicami. Będzie nią mecz z beniaminkiem z Kluczborka.
- W tym sezonie zagramy jeszcze trzy spotkania u siebie (oprócz MKS z Pogonią i Górnikiem Zabrze – przyp. red.). Okazji do świętowania będzie więc jeszcze dużo – mówi prezes klubu z al. Piłsudskiego, Marcin Animucki. – Fetę zaczynamy w sobotę i liczymy, że będziemy radować się przy komplecie publiczności.
Na sobotnie spotkanie klub nie przygotowuje jednak żadnych większych atrakcji.
- Z szampanami, fajerwerkami i konfetti poczekamy do ostatniego meczu – wyjaśnia rzecznik prasowy Widzewa, Michał Kulesza. – Teraz drużyna koncentruje się na meczach, bo liga się nie skończyła.
Na razie kibicom musi więc wystarczyć samo zwycięstwo. Jak zapewniają wszyscy piłkarze, nie ma obaw o to, że po wykonaniu zadania rywale mogą liczyć na taryfę ulgową. – Chcemy awansować z przytupem – powtarzał po meczu z Sandecją Piotr Kuklis. A prezes dodaje, że liczy na profesjonalizm swoich zawodników.
Kolejną motywacją może być fakt, że widzewiacy mogą przejść do historii jako zespół, który na zapleczu ekstraklasy wywalczył największą ilość punktów. Warto jednak pamiętać, że walczący o utrzymanie MKS był ostatnią drużyną, która znalazła sposób na liderów I ligi. W październiku w Kluczborku łodzianie przegrali 0:2.
W rewanżu na Widzewie nie wystąpią na pewno Mindaugas Panka, Marcin Robak (wciąż nie wznowił treningów) i Łukasz Grzeszczyk (w czwartek opuści szpital w Nowym Sączu). Pod znakiem zapytania ponownie stanęła gra Kuklisa, który w deszczowym meczu z Sandecją znów się przeziębił.
Kontuzja może przeszkodzić Robakowi w zdobyciu korony króla strzelców I ligi. Co prawda, łódzki napastnik z 15 golami nadal przewodzi w klasyfikacji, ale po piętach depcze mu Adrian Świątek z Górnika, który ma tylko jedno trafienie mniej. Oby po ostatnim meczu obu drużyn przynajmniej o jeden powód więcej do świętowania miał widzewiak.
Tagi: MKS Kluczbork