W sobotnich mecz 28. kolejki pierwszej ligi nie brakowało niespodzianek. Zespoły, które zajmowały przed tą serią spotkań pierwsze trzy miejsca w tabeli, zremisowały swoje mecze. W konsekwencji tego na drugie miejsce (premiowane awansem) wdarł się odrodzony Górnik Zabrze. Wygrała również Pogoń Szczecin, co wskazuje na to, że jeszcze nie złożyła broni w walce o Ekstraklasę. Dokończenie tej kolejki w niedzielę.
Wyniki meczów 28. kolejki:
Sandecja Nowy Sącz – Warta Poznań 1:1 (1:1)
(Aleksander – Kaźmierowski)
MKS Kluczbork – ŁKS Łódź 0:0
(bez bramek)
Flota Świnoujście – Dolcan Ząbki 1:0 (0:0)
(Mazurkiewicz)
GKP Gorzów Wlkp. – KSZO Ostrowiec 1:1 (0:0)
(Machaj – Folc)
Motor Lublin – Górnik Zabrze 0:3 (0:0)
(Zahorski, Świątek x2)
GKS Katowice – Wisła Płock 0:0
(bez bramek)
Pogoń Szczecin – Stal Stalowa Wola 2:0 (1:0)
(Klatt, Pietruszka)
Widzew Łódź – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0 (2:1)
(Robak x2 – Patejuk, Kołodziej)
Pozostałe mecze 28. kolejki:
Znicz Pruszków – Górnik Łęczna
Paweł Janas (trener Widzewa): “Cóż można powiedzieć po taki meczu? Z tego, co widzieliśmy, nie wyglądało to najlepiej. Szyki pokrzyżowała nam na początku meczu kontuzja Panki. Przy drugiej bramce zaważył błąd Szymanka, który jeśli już miał zamiar faulować, to powinien to zrobić na połowie boiska, a nie holować rywala pod pole karne. Już przed meczem wiedzieliśmy, jak potężnie potrafi uderzyć Kołodziej i ostrzegaliśmy przed tym naszą drużynę.”
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): “Scenariusz tego spotkania był identyczny, jak w meczu z ŁKS przed trzema dniami. Pierwsi zdobywamy gola, a później tracimy dwa. Drugą bramkę dostajemy taką samą, jak z ŁKS, a następnie wspaniały wolny i gol Darka Kołodzieja. W końcówce mogliśmy pokusić się o wygraną, ale zabrakło już sił na dobre wykończenie akcji. Drugi raz jestem na Widzewie w tym sezonie i drugi raz nie przegrywam. Wciąż walczymy o utrzymanie i mam nadzieję, że zrobimy to z dobrym skutkiem.”
Maciej Mielcarz (piłkarz Widzewa): “Trener nas uczulał, żebyśmy uważali na Dariusza Kołodzieja i nie dopuszczali do faulów w okolicach naszego pola karnego. Chociaż on strzelał nawet z dalszej odległości. Huknął potężnie, a piłka skręciła tuż przede mną. Nie mniej jednak ten gol obciąża moje konto. Szkoda, że nie wygraliśmy, bo szybko podnieśliśmy się po stracie pierwszego gola.”
Marcin Robak (piłkarz Widzewa): “Po tym spotkaniu pozostał ogromny niedosyt. Z powodu obchodów 100-lecia chcieliśmy bardzo wygrać, ale Podbeskidzie okazało się niezwykle silnym rywalem. Walczyli z całych sił i potwierdzili, ze należy im się miejsce w lidze. Dlatego wierzę w nasz szybki awans, a bielszczanom życzę utrzymania się w lidze, bo na pewno na to zasługują.”
Piotr Kuklis (piłkarz Widzewa): “Muszę przyznać, że Podbeskidzie zagrało bardzo mądrze taktycznie i niezwykle ciężko było z nimi wygrać. Nie zawsze udaje się zwyciężyć i nie ma co robić z tego tragedii, chociaż bardzo chcieliśmy tego dokonać. Niestety, rywal nam na to nie pozwolił.”
Darvydas Sernas (piłkarz Widzewa): “Bardzo szkoda tego remisu, bo zdawaliśmy sobie sprawę, jak ważne jest to spotkanie dla kibiców i wszystkich ludzi związanych z Widzewem. Staraliśmy się zwyciężyć, ale rywal był w dobrej formie. Rzut karny był ewidentny. Sam próbowałem kilku strzałów z dystansu, ale piłka mijała bramkę.”
Łukasz Matusiak (piłkarz Podbeskidzia): “Bardzo się cieszymy, że potrafiliśmy przeciwstawić się Widzewowi w Łodzi. Na pewno łodzianie lepiej grają w piłkę od nas, ale nie zawsze umiejętności decydują o wyniku. Pokazaliśmy charakter i wolę walki, premią za to był punkt. Musimy teraz pozbierać siły po trzech meczach, jakie rozegraliśmy w ciągu tygodnia i walczyć dalej.”
Tagi: Podbeskidzie Bielsko-Biała
Piłkarze Widzewa mieli uczcić inaugurację obchodów z okazji setnych urodziny klubu zwycięstwem nad Podbeskidziem. Wydawało się, że wszystkie atuty są po ich stronie. Grali na swoim stadionie, przy dopingu łódzkich kibiców, dodatkowo mieli więcej czasu na odpoczynek, bo rywale grali w środę, a oni nie musieli. Okazało się jednak, że Podbeskidzie tanio skóry sprzedać nie zamierzało. Mecz zakończył się podziałem punktów, co niestety powoduje uczucie niedosytu.
Mecz zaczął się od dwóch strat Widzewa. Najpierw była strata kluczowego zawodnika, bo kontuzji doznał Mindaugas Panka i musiał go zastąpić Łukasz Grzeszczyk. Jak by tego było mało, dwie minuty później Widzew stracił bramkę. Podanie z głębi pola dostał Ncube Ndabenculu, minął Wojciecha Szymanka, ale zatrzymał się na Macieju Mielcarzu. Do odbitej przez bramkarza łodzian piłki dopadł jednak Sylwester Patejuk i posłał ją do siatki. Gospodarze musieli zatem od samego początku odrabiać straty. W 22. minucie dopięli swego, choć przy lekkiej pomocy rywali. Wbiegający dynamicznie w pole karne Darvydas Sernas został sfaulowany przez Łukasza Ganowicza. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki strzeżonej przez Richarda Zajaca. Sprawiedliwość wymierzył oczywiście Marcin Robak. W 26. minucie mogło być nawet 2:1. Potężnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Dudu. Słowacki bramkarz Podbeskidzia z najwyższym trudem obronił. Rywale jednak wcale nie ograniczali się do bronienia rezultatu remisowego. W 34. minucie również oni mieli okazję bramkową. Mielcarz popełnił błąd przy rzucie rożnym, nie złapał piłki, która trafiła do Ndabenculu. Jego strzał głową był jednak niecelny. Po chwili mocno, lecz minimalnie niecelnie uderzał z dystansu Dariusz Kołodziej. Jeszcze tuż przed przerwą łodzianie wyszli w końcu na prowadzenie. Po kontrze prawym skrzydłem, Krzysztof Ostrowski precyzyjnie dośrodkował do Robaka, który z trzech metrów bez większych problemów wpakował piłkę głową do siatki.
Przy korzystnym rezultacie do przerwy, wydawało się, że w drugiej odsłonie widzewiakom nic złego już się stać nie może. Tym bardziej, że zaraz po wznowieniu gry mieli dwie niezłe sytuacje bramkowego. Najpierw w 49. minucie potężnym uderzeniem z woleja popisał się Darvydas Sernas. Niestety, futbolówka minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Zajaca. Natomiast dwie minuty później, po akcji Robaka, strzelał z 16 metrów Grzeszczyk, ale tym razem pewnie obronił bramkarz Podbeskidzia. Tymczasem w 54. minucie piłka wreszcie wylądowała w bramce, ale niespodziewanie w widzewskiej. Zaczęło się od faulu Szymanka na Ndabenculu kilkanaście metrów od bramki, za który sędzia podyktował rzut wolny. Wydawało się, że dystans od bramki jest na tyle duży, że nic złego nie powinno się stać. Tymczasem Dariusz Kołodziej huknął jak z armaty i Maciejowi Mielcarzowi nie pozostało nic innego, jak tylko wyjąć piłkę z siatki. Do końca meczu widzewiacy starali się doprowadzić do strzelenia zwycięskiej bramki. Niestety, bezskutecznie. Większość ich ataków była rozbijana jeszcze przed polem karnym. Z groźniejszych sytuacji można odnotować strzał Grzelczaka w 76. minucie, niestety obroniony przez Zajaca.
Bramki:
0:1 Patejuk (12)
1:1 Robak (23) – karny
2:1 Robak (38)
2:2 Kołodziej (54)
Składy:
Widzew: Mielcarz, Broź, Ukah, Szymanek, Dudu, Ostrowski (70, Ben Radhia), Panka (10, Grzeszczyk), Kuklis, Grzelczak (81, Lisowski), Sernas, Robak.
Podbeskidzie: Zajac, Gapowicz, Matawu, Broniewicz, Dancik, Malinowski (72, Kanik), Matusiak, Kołodziej, Patejuk (80, Górkiewicz), Osińki, Ndabenculu (84, Bagnicki).
Żółte kartki:
bez kartek
Sędzia:
Jacek Zygmunt (Jarosław)
Widzów:
7900 (100 gości)
Tagi: Podbeskidzie Bielsko-Biała
Po kilku tygodniach piłkarze Widzewa wreszcie wrócili na stadion przy al. Piłsudskiego. Ten powrót zaakcentowali pewnym zwycięstwem nad GKP Gorzów Wielkopolski. To kolejny krok w stronę celu, jakim jest awans do Ekstraklasy. Niewiele już brakuje, by ten cel stał się faktem.
W wyjściowej jedenastce Widzewa nastąpiły dwie zmiany. Wrócili do niej Darvydas Sernas i Wojciech Szymanek. Od pierwszych minut gospodarze uzyskali przewagę.
Z odważnych zapowiedzi trenera Adama Topolskiego, że jego zespół zagra otwartą i ofensywną piłkę, niewiele znalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Główną przyczyną było to, że Widzew dysponował bardzo dużą siłą w ataku, świetnie spisywali się dublujący pomocników obrońcy Dudu i Ben Radhia.
Na dodatek w środku pola nie było dużo przetrzymywania piłki. Panka i Kuklis szybko ją oddawali do wychodzących na pozycję partnerów. Pierwszą groźną sytuację stworzyli jednak goście. Po rzucie rożnym, Adam Czerkas przedłużył głową piłkę na długi słupek, a tam zgrał ją ponownie do środka Mateusz Piątkowski.
Na szczęście w zamieszaniu na polu karnym najlepiej zachowali się obrońcy i wybili piłkę. W odpowiedzi, po akcji Piotra Kuklisa i podaniu do Marcina Robaka, ten ostatni odegrał do Sernasa, ale strzał Litwina z woleja był niecelny.
Natomiast w 14. minucie dał o sobie znać Jarosław Bieniuk, który świetnie zamknął dośrodkowanie Dudu z rzutu wolnego i technicznym strzałem wzdłuż bramki próbował zaskoczyć Sławomira Janickiego. Jednak piłka odbiła się od słupka i wyszła w pole.
Spotkanie toczyło się w wolnym tempie, a widzewiacy starali się długo i dokładnie rozgrywać piłkę, aby stworzyć dogodną sytuację. Udało się to dopiero w 25. minucie. Sernas bardzo ładnie minął dwóch rywali, zagrał na skrzydło do Radhii, który wrzucił piłkę na długi słupek. Tam odegrał ją Grzelczak, jednak Janicki uprzedził szykującego się do strzału Robaka.
Chwilę później napastnik Widzewa powinien trafić do bramki, bo dostał idealne podanie na głowę od Dudu. Niestety chybił, futbolówka poszybowała obok słupka. Trzeba było dopiero trzeciej próby, żeby Robak trafił do siatki, ale w jakim stylu! To był strzał godny najlepszych zawodników lig europejskich. Wróćmy jednak do całej tej akcji. W 26. minucie meczu Czerkas sfaulował Dudu. Brazylijczyk po raz kolejny znakomicie dojrzał Robaka w polu karnym, a ten huknął z woleja stojąc bokiem do bramki. Futbolówka minęła łukiem bezradnie wyciągniętego Janickiego i wylądowała w siatce.
Dwie minut później, po dograniu ze skrzydła Sernasa, w kapitalnej sytuacji znalazł się Grzelczak, stojący kilka metrów przed bramką. Widzewiak słusznie przyjął trudną piłkę, ale strzelił na siłę i Janicki odbił piłkę kolanem na róg. Widzew wciąż atakował bramkę gości. Później tempo gry znacznie osłabło i przyjezdni kilka razy przedostali się pod pole karne Macieja Mielcarza. Wystarczyła jednak szybka kontra Widzewa, aby znowu groźnie zrobiło się pod bramką GKP. Po świetnym podaniu Radhii, piłkę w polu karnym dostał Grzelczak. Będąc po raz drugi w doskonałej sytuacji, nie trafił w bramkę. W 40. minucie błąd popełnił Grocholski, któremu Robak zabrał piłkę na 30 metrze od bramki, podciągnął z nią kilka metrów i mocno strzelił obok słupka.
Po przerwie trener gości zmienił obu bocznych pomocników i faktycznie GKP częściej gościło pod bramką gospodarzy, ale praktycznie nie stworzyło sobie sytuacji do zdobycia gola, nie licząc niefortunnej główki Wojciecha Szymanka. Wcześniej jednak okazję mieli gospodarze. Już chwilę po wznowieniu gry pierwsze dalekie podanie Radhii spadło pod nogi Łukasza Brozia.
Zmiennik Ostrowskiego miał bardzo dużo miejsca w polu karnym, ale zamiast wbiegać do środka, zdecydował się za szybko na podanie i piłkę wybił obrońca. Po chwili była wspomniana sytuacja z Szymankiem w roli głównej.
Goście przeprowadzili szybką kontrę i po centrze Mateusza Machaja, stoper Widzewa tak zagrał głową, że Mielcarz musiał popisać się efektowną robinsonadą, żeby piłka nie wpadła do siatki.
Potem mecz się wyrównał, a Widzew świadomie lekko się cofnął, czekając na to, co wymyślą goście. W 56. minucie łodzianie przerwali jedną z ich akcji, Bieniuk długim podaniem uruchomił Sernasa, który świetnie walczył bark w bark w polu karnym z Maciejem Truszczyńskim, wyrabiając sobie pozycję do oddania strzału. Następnie kopnął mocno obok niezdecydowanie interweniującego bramkarza i na tablicy pojawił się wynik 2:0 dla gospodarzy.
Gorzowianie wyraźnie postawili wszystko na jedną kartę i rzucili się do ataku. Przez to mecz zrobił się widowiskowy, a akcje szybko przenosiły z jednego pola karnego na drugie. Ładnie z dystansu strzelał Machaj, ale mocno bita piłka przeleciała tuż obok słupka. Podobnie mocno z 16 metrów uderzał chwilę później Sernas, ale tym razem piłka trafiła w obrońcę i wyszła na korner.
W 70. minucie ładnie zachował się w polu karnym łodzian Piątkowski. Przyjął piłkę tyłem do bramki, uwolnił się spod opieki Bieniuka i mocno strzelił, na szczęście wprost w ręce dobrze ustawionego Mielcarza. Gorzowianie starali się atakować, ale wobec cofniętej defensywy łodzian niewiele mogli wskórać. Kończyło się zwykle na niecelnych strzałach, chociaż pozycje, jakie mieli goście, nie były takie złe. Brakowało im po prostu mocy i precyzji uderzenia. Mecz mógł się zakończyć mocnym akordem, Łukasz Broź sprytnie uderzał po centrze Radhii, niestety minimalnie niecelnie.
Podsumowując, Widzew po raz kolejny pokazał jak duża różnica klas dzieli go od innych zespołów pierwszoligowych. Każdy z rywali łodzian w tej rundzie znacznie im ustępował i jedynie wielkiej determinacji piłkarzy Motoru oraz ich ogromnemu bagażowi szczęścia, można przypisać fakt, że tamtej przeszkody widzewiacy nie pokonali.
Innym na razie przychodzi tylko przyglądać się dominacji lidera ligi. W Widzewie szczególnie wyróżnili się Dudu, Radhia, Robak i Sernas, którzy bardzo absorbowali rywali w akcjach ofensywnych. Środek pola dobrze zabezpieczali też Panka i Kuklis.
Bramki:
1:0 Robak (26)
2:0 Sernas (56)
Składy:
Widzew: Mielcarz, Dudu, Bieniuk, Szymanek, Ben Radhia, Ostrowski (46, Broź), Panka, Kuklis (83, Grzeszczyk), Grzelczak (58, Lisowski), Sernas, Robak
GKP: Janicki: Ziemniak, Truszczyński, Grocholski, Topolski, Andruszczak (46, Machaj), Łuszkiewicz, Piątkowski, Kaczorowski (46, Wan), Ilków-Gołąb (68, Białożyt), Czerkas.
Żółte kartki:
Czerkas, Topolski (GKP), Bieniuk (Widzew).
Sędzia:
Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów:
6500 (50 gości)
Tagi: GKP Gorzów Wielkopolski
Po dwóch dniach przerwy spowodowanej świętami wielkanocnymi piłkarze Widzewa wrócili do treningów. W lany poniedziałek liderzy pierwszej ligi spotkali się na jednych zajęciach, które rozpoczęły się o godzinie 17:00. Widzewiacy ćwiczyli na boisku bocznym przy al. Piłsudskiego przez ponad półtorej godziny.



Tagi: Fernando Arriero
Piłkarze Widzewa mieli w piątek jedynie odnowę biologiczną i lekki rozruch. Atmosfera w zespole wspaniała, ale nie ma się co dziwić, bo czwartkowe zwycięstwo z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2:0 było kolejnym wielkim krokiem na drodze do ekstraklasy.
Teraz przed widzewiakami dwa dni wolnego. Rodzinne święta na pewno będą radosne.
Spotkania w Ostrowcu nie dokończył Wojciech Szymanek. Na boisku wytrwał ledwie 45 minut, a na drugą część dotarł do ławki rezerwowych z opatrunkiem na kostce. W piątek nie ćwiczył z drużyną, ale wiele wskazuje na to, że uraz nie jest bardzo groźny (stłuczony staw skokowy) i już po świętach powinien dołączyć do kolegów z drużyny.
Na szczęście widzewska kadra jest szeroka, toteż nawet gdyby trener Paweł Janas nie mógł liczyć na niego w piątkowym meczu w Płocku z Wisłą, to ma na tyle szerokie pole manewru, że będzie mógł spać spokojnie. W odwodzie jest przecież Sebastian Madera (zastąpił w czwartek Szymanka) oraz Ugo Ukah.
W piątek zabrakło też Marcina Robaka i Bena Radhii, którzy mocno odczuli ostrą grę zawodników KSZO. Problemy nie są jednak poważne i wezmą już udział w poniedziałkowym treningu drużyny.
Jeśli już jesteśmy przy Tunezyjczyku, to warto odnotować jego pierwszy cały mecz w widzewskich barwach. Obrońca może być zadowolony ze swojej gry. Oczywiście nie ustrzegł się drobnych błędów, ale należy pamiętać, że dopiero poznaje boiskowe schematy nowej drużyny. Na pewno na plus należy mu zaliczyć dobre panowanie nad piłką. Chętnie włączył się do ofensywy i widać, że nie sprawia mu żadnego kłopotu wcielenie się w rolę skrzydłowego. W Ostrowcu Świętkorzyskim pokazał, że dysponuje niezłym uderzeniem z dystansu. Kto wie, może w najbliższej przyszłości będzie rywalizował z Dudu o to, kto ma wykonywać rzuty wolne w bezpośredniej bliskości pola karnego. Troszeczkę szwankuje wytrzymałość, ale u Radhii to nie może dziwić, bo dopiero od pewnego czasu trenuje z widzewiakami i pewnie w najbliższym czasie znacznie poprawi ten element piłkarskiego rzemiosła. Już teraz można powiedzieć, że pojawił się poważny konkurent dla Łukasza Brozia czy Ukaha, marzący o stałym miejscu na prawej obronie łódzkiej drużyny.
W inauguracyjnym meczu 24. kolejki pierwszej ligi piłkarze Widzewa potwierdzili, że w tym sezonie są poza zasięgiem rywali. W Ostrowcu Świętokrzyskim wygrali pewnie 2:0 z KSZO, z którym jesienią w Łodzi tylko zremisowali 1:1.
Przewaga widzewskiego lidera nad resztą ligi jest tak zdecydowana, że odpowiedź na pytanie “Czy Widzew powróci do ekstraklasy ?” jest zbyt oczywista i teraz można się tylko zastanawiać, po której kolejce czterokrotni mistrzowie Polski zapewnią sobie pierwszą lokatę.
W Ostrowcu na najwyższe noty zasłużyli przede wszystkim dwaj zdobywcy goli Krzysztof Ostrowski oraz Piotr Kuklis. Obaj zaliczyli też asysty. Ten drugi nie grał w poprzednich dwóch spotkaniach, ale gdy ponownie dostał szanse udowodnił co jest wart.
- Jestem bardzo zadowolony. Bramki to efekt wypracowanych na treningach zagrań oraz bardzo dobrej współpracy na boisku w czasie meczu. Była świetna komunikacja pomiędzy skrajnymi i środkowymi pomocnikami, do tego agresywne wyjścia do przodu i z tego padły dla nas dwie bramki – powiedział po spotkaniu z KSZO Piotr Kuklis.
Także Paweł Janas komplementował występ Kuklisa i kolegów.
- Był to mecz walki. Fajnie się ułożył, bo strzeliliśmy pierwsi bramkę, poprawiliśmy drugą i grało się z górki. Ale we wtorek Barcelona też prowadziła 2:0 i wiemy, jak to się skończyło. Mogliśmy jeszcze strzelić jednego gola, ale i tak jestem zadowolony z wyniku. Chcę jeszcze podziękować KSZO za to, że wpuścili kibiców Widzewa, dzięki którym mieliśmy fajne widowisko. Piotr Kuklis, jako potencjalny partner Mindaugasa Panki, zaprezentował się bardzo dobrze – ocenił szkoleniowiec Widzewa.
- Teraz będziemy mogli sobie trochę odpocząć i pobyć z bliskimi, gdyż zbliżają się święta wielkanocne. Odrobiliśmy stracone z Motorem Lublin dwa punkty. Musimy nadal systematycznie powiększać przewagę nad rywalami – skomentował mecz Ostrowski, który wreszcie strzelił gola i nikt nie będzie twierdził, że to bramka samobójcza, jak mu się przytrafilo jesienią.
Bliski zdobycia pierwszego gola podczas przygody z polskim futbolem był też Souhail Ben Radhia. Po strzale tunezyjskiego obrońcy, który pierwszy raz wystąpił w wyjściowej jedenastce Widzewa, piłka trafiła w słupek.
Czterech piłkarzy Widzewa rozegrało wszystkie pięć meczów wiosną w pełnym wymierze czasowym (Maciej Mielcarz, Jarosław Bieniuk, Mindaugas Panka i Marcin Robak). Dwudziestym zawodnikiem, z którego w tym roku skorzystał trener Widzewa jest Adrian Budka. Mimo tak dużej rotacji , bilans marcowych i kwietniowych spotkań lidera jest imponujący: 4 zwycięstwa i remis, różnica goli 12-2.
Prócz zwycięstwa cieszy fakt, że w zespole lidera nadal nie ma odsunięć kartkowych. Uraz kostki Wojciecha Szymanka (został w przerwie zmieniony) też nie jest groźny. Ten obrońca nie wziął udziału we wczorajszym rozruchu, ale w poniedziałek o godz. 17 ma wznowić zajęcia z kolegami. W siłowni ćwiczył lekko poobijany Marcin Robak.
Przed wczorajszym treningiem życzenia widzewiakom, trenerom i działaczom złożył kapelan sportu łódzkiego ksiądz Paweł Miziołek.
Nie było już Mindaugasa Panki , który tym razem sam wyjechał na rodzinną Litwę, bez Darvydasa Sernasa, który wraz z narzeczoną spędzi Święta Wielkanocne w Łodzi.
(autor: Bogusław Kukuć – Dziennik Łódzki)
Spotkanie w Ostrowcu Świętokrzyskim piłkarze Widzewa rozpoczęli z trzema zmianami w składzie. Oczywiście porównując ostatni mecz z Motorem Lublin. Tym razem Paweł Janas wystawił w pierwszej „jedenastce” Tunezyjczyka Souahila Ben Radhia (zastąpił Łukasza Brozia), Piotra Kuklisa (zastąpił Velibora Duricia) oraz Tomasza Lisowskiego (zastąpił Piotra Grzelczaka).





Lider nie odniósł wiosną czwartego zwycięstwa. Widzew po meczu pełnym ambicji i walki zremisował z jednym z ligowych outsiderów – Motorem, co trzeba uznać za niespodziankę.
Tym większą, że od 57 minuty łodzianie walczyli z przewagą jednego zawodnika. Z zespołem z Lublina łodzianie stracili w tym sezonie aż cztery punkty. Kolejka pełna zaskakujących wyników sprawiła jednak, że Widzew powiększył przewagę do 11 punktów.
Sporo minut upłynęło zanim akcje gospodarzy nabrały rytmu i zaczęli oni zagrażać bramce rywali. Do tej pory z chaotycznej walki w środku pola nic dobrego dla widowiska nie wynikało. W 17 minucie mocnym strzałem popisał się Ostrowski, ale w ostatniej chwili piłkę wybił obrońca rywali.
Dwie minuty później po główce Robaka okazję do pokazania swych umiejętności miał bramkarz Dłoniak, który przeniósł piłkę nad poprzeczkę. W 25 min padł gol dla Widzewa, ale Robak strzelał będąc na pozycji spalonej. Za to, że zrobił to po gwizdku sędziego ujrzał żółtą kartkę. Później łódzki napastnik minimalnie chybił z rzutu wolnego, rywale zablokowali uderzenie Bieniuka. Nam najbardziej przypadła do gustu indywidualna akcja Panki w 37 min. Po jego uderzeniu przewrotką piłka o metr minęła słupek. Gdyby wpadła do siatki bylibyśmy świadkami jednego z najładniejszych goli rozgrywek. Co w tym czasie robili przeciwnicy? Przeszkadzali, jak mogli. Walczyli ambitnie do utraty tchu, często faulując i symulując urazy. Tej taktyki nie zmienili do końca spotkania.
Początek drugiej połowy zapowiadał, że gol wreszcie padnie. Nikt (poza grupką fanów gości) nie przypuszczał, że dla Motoru. Zaczęło się bowiem od uderzenia Grzeszczyka, obronionego przez Dłoniaka. W 52 minucie wreszcie na odwagę zdobyli się goście.
Król zagrał piłkę na lewą stronę do szarżującego Popławskiego. Ten spróbował w rogu pola karnego minąć Brozia. Łodzianin interweniował wślizgiem. Arbiter uznał, że popełnił przewinienie i bez chwili wahania wskazał na jedenastkę.
Maciejewski posłał piłkę w przeciwległr róg do tego, w który rzucił się Mielcarz i goście niespodziewanie objęli prowadzenie. Zdesperowani gospodarze rzucili się do ataku i w ciągu dwóch minut mieli dwie szanse.
Najpierw strzelał Lisowski, bramkarz Motoru nie złapał piłki, odbiła się ona od pleców Robaka i znalazła za Dłoniakiem. Golkiper wykazał się refleksem i złapał ją tuż przed linią bramkową. Potem Sernas idealnie obsłużył Grzeszczyka.
Wydawało się, że bramka musi paść. Pomocnik łodzian strzelił jednak tak, że bramkarz gości mógł popisać się efektowną skuteczną robinsonadą. Co się odwlecze, to nie uciecze… W 58 min szarżującego Dudu sfaulował na prawej stronie boiska Kalinowski. Ujrzał, jak najbardziej zasłużenie, drugą żółtą, w efekcie czerwoną kartkę i przez 32 minuty goście musieli grać w dziesiątkę.
Sam poszkodowany wymierzył Motorowi karę. Uderzył piłkę z 30 metrów tak zaskakująco, że ta minęła wszystkich piłkarzy i dłonie… Dłoniaka i wpadła w róg bramki. Wydawało się, że ten podwójny cios wpłynie deprymująco na lublinian i dalsze bramki dla Widzewa będą kwestią czasu. Tymczasem ta sytuacja tylko wzmocniła morale zespołu gości, którzy walczyli z jeszcze większą determinacją, skupiając się na obronie własnego przedpola. Łodzianie nie mieli pomysłu, jak pokonać ten las nóg.
Dlatego, mimo liczebnej przewagi i dominacji w grze, nie byli w stanie wypracować zbyt wielu dobrych bramkowych okazji. Najlepszą tuż po wejściu na boisko miał Miloseski. Podciął piłkę technicznie nad bramkarzem, ale ta niestety odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. W ostatnich minutach pojedynku po bombie Miloseskiego piłka minęła słupek, podobnie jak po rzucie wolnym wykonywanym przez Dudu.
W efekcie goście wywalczyli niespodziewany remis, z którego cieszyli się jeszcze przez wiele minut. Łodzianie razili tym razem nieskutecznością i brakiem pomysłu na rozmontowanie betonowej obrony przeciwnika.
Piłkarze lidera pierwszej ligi po raz trzeci w tym sezonie nie wygrali meczu przed własną publicznością. O ile poprzednio remisował ze średniakami (KSZO oraz Łęczną)’ o tyle tym razem zdobył tylko punkt z przedostatnim zespołem tabeli, co trudno nie odbierać jako wpadki gospodarzy.
Sobotni mecz potwierdził, że po uzyskaniu znaczącej przewagi nad czołówką Widzew stara się sprawdzać wartość dublerów, ich możliwości gry na nowych pozycjach i stąd zmiany w wyjściowych jedenastkach w kolejnych spotkaniach. W drużynie Pawła Janasa zadebiutował tunezyjski obrońca Souhail Ben Radhia i był to już dziewiętnasty piłkarz, który grał wiosną w widzewskiej drużynie. Mimo, że płynność gry łodzian pozostawiała wiele do życzenia, to sytuacji bramkowych było na tyle duż0, że spotkanie można było wygrać.
Ostrzeżenia o tym, że Motor pod wodzą Bogusława Baniaka będzie trudnym rywalem okazały się słuszne. Wiosenne wyniki gości wskazują, że zapowiedzi walki o uniknięcie degradacji w Lublinie nie są pustosłowiem.
Od początku meczu lublinianie byli dobrze zorganizowani w defensywie, potrafili szanować piłkę, grali z wiarą w sukces. Mieli sporo swobody, bo faworycie byłi nastawieni na atak i zapominali o kryciu. Bramkarz Dawid Dłoniak bronił równie dobrze, co szczęśliwie. W 19 min. wybił na róg silny strzał głową Marcina Robaka, a i 4 minuty później sparował piłkę po zaskakującym uderzeniu Krzysztofa Ostrowskiego z 28 m. W 25 min. Robak został ukarany żółtą kartką za zdobycie bramki już po gwizdku, który sygnalizował mocno wątpliwy spalony. Nie zmieniły wyniku strzały z bliska Jarosława Bieniuka głową (31 min), Mindaugasa Panki w 31 i w 38 min przewrotką do tyłu. W 42 min. Piotr Grzelczak strzelił silnie z kilku metrów i zmarnował dobitkę. W przerwie został zmieniony przez Tomasza Lisowskiego, który starał się atakować, ale czynił to wyjątkowo chaotycznie.
Na początku drugiej połowy goście wyrwali się z oblężenia i przeprowadzili lewą stroną kontratak. Łukasz Broź mógł wcześniej przerwać akcję Kamila Hempla, ale zdecydował się na wślizg tuż przy linii pola karnego i sędzia podyktował jedenastkę. Wykorzystał ją Michał Maciejewski. W 5 minut później bramkarz Motoru wypiąstkował. Piłka trafiła w Robaka i zmierzała do pustej bramki, ale Dłoniak zdołał ją załapać. W minutę póżniej Łukasz Grzeszczyk zaprzepaścił świetną okazję, strzelając zbyt lekko. W 57 min. drugą żółtą kartkę za faul na Broziu ujrzał Krystian Kalinowski i musiał opuścić boisko. Dudu potwierdził, że umie strzelać wolne i wyrównał.
Piłkarze lidera pierwszej ligi po raz trzeci w tym sezonie nie wygrali meczu przed własną publicznością. O ile poprzednio remisował ze średniakami (KSZO oraz Łęczną)’ o tyle tym razem zdobył tylko punkt z przedostatnim zespołem tabeli, co trudno nie odbierać jako wpadki gospodarzy.
Sobotni mecz potwierdził, że po uzyskaniu znaczącej przewagi nad czołówką Widzew stara się sprawdzać wartość dublerów, ich możliwości gry na nowych pozycjach i stąd zmiany w wyjściowych jedenastkach w kolejnych spotkaniach. W drużynie Pawła Janasa zadebiutował tunezyjski obrońca Souhail Ben Radhia i był to już dziewiętnasty piłkarz, który grał wiosną w widzewskiej drużynie. Mimo, że płynność gry łodzian pozostawiała wiele do życzenia, to sytuacji bramkowych było na tyle duż0, że spotkanie można było wygrać.
Ostrzeżenia o tym, że Motor pod wodzą Bogusława Baniaka będzie trudnym rywalem okazały się słuszne. Wiosenne wyniki gości wskazują, że zapowiedzi walki o uniknięcie degradacji w Lublinie nie są pustosłowiem.
Od początku meczu lublinianie byli dobrze zorganizowani w defensywie, potrafili szanować piłkę, grali z wiarą w sukces. Mieli sporo swobody, bo faworycie byłi nastawieni na atak i zapominali o kryciu. Bramkarz Dawid Dłoniak bronił równie dobrze, co szczęśliwie. W 19 min. wybił na róg silny strzał głową Marcina Robaka, a i 4 minuty później sparował piłkę po zaskakującym uderzeniu Krzysztofa Ostrowskiego z 28 m. W 25 min. Robak został ukarany żółtą kartką za zdobycie bramki już po gwizdku, który sygnalizował mocno wątpliwy spalony. Nie zmieniły wyniku strzały z bliska Jarosława Bieniuka głową (31 min), Mindaugasa Panki w 31 i w 38 min przewrotką do tyłu. W 42 min. Piotr Grzelczak strzelił silnie z kilku metrów i zmarnował dobitkę. W przerwie został zmieniony przez Tomasza Lisowskiego, który starał się atakować, ale czynił to wyjątkowo chaotycznie.
Na początku drugiej połowy goście wyrwali się z oblężenia i przeprowadzili lewą stroną kontratak. Łukasz Broź mógł wcześniej przerwać akcję Kamila Hempla, ale zdecydował się na wślizg tuż przy linii pola karnego i sędzia podyktował jedenastkę. Wykorzystał ją Michał Maciejewski. W 5 minut później bramkarz Motoru wypiąstkował. Piłka trafiła w Robaka i zmierzała do pustej bramki, ale Dłoniak zdołał ją załapać. W minutę póżniej Łukasz Grzeszczyk zaprzepaścił świetną okazję, strzelając zbyt lekko. W 57 min. drugą żółtą kartkę za faul na Broziu ujrzał Krystian Kalinowski i musiał opuścić boisko. Dudu potwierdził, że umie strzelać wolne i wyrównał.
Od tego momentu widzewiacy atakowali non stop, a goście kradli czas głównie symulowaniem fauli i urazów, co nawet zaczęło denerwować sędziego, który karał ich kartkami i przedłużył mecz o 5 minut. Szalał przed ławką rezerwowych trener Bogusław Baniak, który wykorzystywał każdą okazję do motywowania piłkarzy.
W 71 min. debiutujący Tunezyjczyk podał do Robaka, ten przedłużył głową do Dejana Miloseskiego, którego strzał trafił w poprzeczkę. Momentami gospodarze grali przeciw dziewięciu rywalom, bo poza linią boczną opatrywani byli zawodnicy gości. Łodzianom zabrakło zimnej krwi, dokładności i widać było, że są coraz bardziej zdenerwowani niepowodzeniami.
Przewagę gospodarzy dobrze oddaje bilans kornerów (16-2) oraz strzałów celnych (24-5). Zwłaszcza rogi Miloseskiego były źle wykonywane i jeden z najniższych bramkarz ligowych (Dłoniak mierzy 183 cm wzrostu) wychodził zwycięsko z pojedynków w powietrzu na przedpolu goście.
Motor jeszcze raz okazał się zespołem, z którym Widzew nie potrafi grać. Lublinianie są pierwszą drużyną, która nie przegrała z Widzewem żadnego z dwóch spotkań w tym sezonie.
Widzew – Motor Lublin 1:1 (0:0)
Gole: Dudu 58 – Maciejewski 51, karny.
Widzów: 8023 (w tym 600 w sektorze ubranych na żółto gości).
Sędziował: Tomas Wajda (Żywiec).
Widzew: Mielcarz – Broź (59, Ben Radhia), Szymanek, Bieniuk, Dudu – Ostrowski, Grzeszczyk (70, Miloseski), Panka, Grzelczak (46, Lisowski) – Sernas, Robak. Trener: Paweł Janas.
Motor: Dłoniak – Wojdyga, Maciejewski, Żmuda, Kalinowski – Popławski, Sykora, Niemczyk (43, Adamiec), Król (85, Carlos Ferreira), Hempel – Fundakowski. Trener: Bogusław Baniak.